
Święta, a zatem garść wolnego czasu. Czasu wolnego od kompa. Spożytkowałem te kilka chwil na nadrobienie wszelkich zaległości, dzięki temu przeczytałem to i tamto. Wśród lektur znalazła się
STREFA KOMIKSU: APOKALIPSA, część 1. Odkładałem ten komiks wielokrotnie z braku czasu, tym razem wszedł mi za pierwszym podejściem.
Ten numer STREFY, to akurat zbiór 10 komiksów, które wybrał redaktor i wydawca całego przedsięwzięcia -
Robert Zaręba. Wszystko pod kątem tematyki postapokaliptycznej – rozumianej dosyć szeroko, o czym świadczy choćby PASAŻER 47.
Także mamy 10 komiksów przyozdobionych niezłą okładką Mariusza Gandzela.
Komiksy w różnym klimacie, od madmaksowego pojutrza, do dzisiejszej rzeczywistości w krzywym zwierciadle.
Rafał Bąkowicz przedstawił niezłą „Apokalipsę według Świętego Mnie”, komiks o astronaucie, ostatnim człowieku, skonfrontowany ze wspomnieniami o dziadku, ciekawy zabieg narracyjny. Forma niezła, chociaż przydałoby się gdzieniegdzie uporządkować bardzo swobodnie prowadzoną, choć śmiałą i niezłą kreskę. Na pierwszy rzut oka za wiele się dzieje na raz, natomiast uspokojenie tu i tam choćby ramek kadrów, chyba nie zaszkodziłoby, no ale ja to tak typowo czepialsko piszę.
Całkiem niezły „Remo” Pawła Gierczaka, ale tu mam kilka uwag stałych w przypadku tego autora, odnośnie anatomii postaci. To także czepialska uwaga, ale jednak odnoszę czasem wrażenie, że narysowane przez niego postaci pozbawione są szkieletów, zaś ich ciała wypełnia jedynie jakaś mięsno-kauczukowa masa, która przybiera raz taką – raz inną formę. Ogólnie opowiastka wyszła ciekawa, klimat postapokaliptyczny jest w 100%, także zasadniczo wyszło ok.
„Marionetki” Krzysztofa Wyrzykowskiego - to bardzo udana graficznie nowelka. Oczywiście, alegorie biblijne w treści ładnie przedstawione, scenariusz niezły. Natomiast graficznie to porządna rzecz. Bardzo lubię technicznie dopracowane w ten sposób rysunki. Lubię dlatego, że wiem ile taki styl wymaga wysiłku i pracy. Autor nie folguje sobie w przedstawianiu wizjonerskich scen, komiks jest stonowany, kreska klasyczna, nie przekombinowana. Czytelność przekazu, estetyka. Cenię to.
KRL dwa razy w ciekawych szorciakach, z których wybieram jednostronnicówkę o spełnionych życzeniach. Ubaw taki, że można się pociąć ze zgryzoty, ale jednak bawi. Tak sobie obmyśliłem dosyć głupi patent czytając komiksy KRLa, że mógłby stworzyć jakiś komiks o nazwie „Wary” - byłby wówczas komentowany jako Karlowe „Wary”. Wiem, wiem – nieśmieszne i głupie. Jedziemy zatem dalej.
„Co by było gdyby...” Nikodema i Patryka Cabałów o cywilizacji z kosmosu, która odbudowuje ludzkość, na wzór rysunków z komiksów, miejscami bawi, ale całość nie wgniata specjalnie w fotel. Rozbawiło mnie zdanie „(...)komiksy, bo tylko one przetrwały próbę czasu”. LOL, Bardzo ładnie wymyślone.
Jest Likwidator Ryszarda Dąbrowskiego. Poza tym, że zmieniają się twarze zabijanych przez Likwidatora postaci, opowieść nie wnosi wiele nowego, nie różniąc się od wszystkich innych historii z tym antyherosem. Kto lubi, temu zapewne podejdzie.
„Bezból”
Filipa Myszkowskiego to bezpardonowa, pozbawiona większej głębi opowieść o zabijaniu w sposób groteskowo-szybki. Kadry wprawdzie poupychane jeden na drugim, a przy ilości kresek jakie serwuje w tych rysunkach autor, to czasem kłopot, ale nie jakiś straszny. Wszystko jest na miejscu – peniol Bezbóla śmiga po mieście niczym prącie Doktorara Manhattana po twarzach przerażonych nastolatek na projekcjach THE WATCHMEN. Bohater zabija spektakularnie i krwawo. Cel tego komiksu to szybka, niezobowiązująca rozrywka (jeśli ktoś lubi takie opowieści) w lobowych klimatach z niezłą kreską, acz widziałbym to w większych kadrach wszystko, dłuższe i z ciut rozbudowaną fabułą.
No i jest PASAŻER 47, tu warto nadmienić, że większość tego epizodu to praca Krzycha Kałuszki. Mamy dosyć zawiły sposób prac nad komiksami, gdzie niejednokrotnie w ramach jednego szortu, czy serii rysunki i scenariusz robimy wspólnie. Tutaj akurat mój wkład był symboliczny. Także przy tym konkretnym epizodzie, winno chyba widnieć - koncept MZ i Krzych, rysunki i scenar Krzych. To już tak gwoli ścislości.
Antologię zamyka trafnie podsumowujący całość, szorciak Zygmunta Similaka.
Tak to w skrócie o STREFIE KOMIKSU. Warto nabyć, warto mieć w zbiorach. Polecam.